
Podczas ferii zimowych nasz nauczyciel historii i WOS-u, Pan Dariusz Gołębiewski, spędził osiem dni w Kijowie oraz jego okolicach, aby móc opowiedzieć o tym, jak wygląda tam obecnie życie. Z okazji przypadającej dzisiaj czwartej rocznicy inwazji Rosji na Ukrainę prezentujemy Państwu krótką relację z tej podróży:
„Życie w Kijowie jest bardzo trudne. Kijowianie od czterech lat są poddawani ciągłym alarmom rakietowym – podczas mojego pobytu ogłaszano je średnio trzy razy dziennie. Czasami rosyjskie rakiety, drony i inne pociski nie dolatują do miasta, ale często trafiają w bloki mieszkalne, domy i elektrociepłownie. W Ukrainie jest wyjątkowo ostra zima, więc rosyjskie wojska, bombardując elektrociepłownie, odcinają wielu ludzi od prądu i ogrzewania. W niektórych miejscach prąd pojawia się na kilka godzin dziennie, ale są dzielnice, gdzie nie ma go przez wiele dni. Wiele sklepów i restauracji może pracować tylko dzięki agregatom prądotwórczym, które są wystawione przed budynkami i pracują na silnikach Diesla. W kamienicy, w której mieszkałem, temperatura spadała poniżej zera, bo na klatce schodowej tworzyły się sople. Ludzie w Kijowie – podobnie jak w sporej części Ukrainy - śpią w bluzach i kurtkach, pod kilkoma warstwami kołder i koców. W wielu miejscach nie ma nawet wody i ludzie muszą pobierać ją z hydrantów.
Poza Kijowem jest podobnie. Podczas swojego wyjazdu odwiedziłem dwa małe miasteczka – Borodziankę i Buczę – które w pierwszych tygodniach pełnoskalowej wojny znalazły się pod rosyjską okupacją. Borodzianka, zniszczona przez Rosjan niemal doszczętnie, jest w trakcie intensywnej odbudowy, ale tam też brakuje prądu, wody i ogrzewania. Część urzędów i restauracji nadal musi pracować w specjalnych kontenerach, podobnych do tych, jakie pojawiły się na Dolnym Śląsku po powodzi z września 2024 roku. W Buczy, mieście symbolizującym rosyjskie zbrodnie na ukraińskich cywilach, wiele domów i wieżowców nadal nosi na swych elewacjach liczne ślady po kulach. Najbardziej wstrząsnął mną jednak pomnik pomordowanych mieszkańców, wymienionych z imienia i nazwiska, zbudowany w miejscu masowego grobu, odkrytego tuż po wyzwoleniu miasta z rąk Rosjan.
Ukraińcy i Ukrainki, z którymi rozmawiałem, są przemęczeni, przebodźcowani, zestresowani, zmarznięci i wyczerpani psychicznie. Mimo to ich chęć życia w wolnym kraju i determinacja do stawiania oporu najeźdźcom pozostaje niezmienna. Wolą marznąć i męczyć się z brakami prądu, niż poddać się Rosjanom.”
Dariusz Gołębiewski

59-700 Bolesławiec
ul. Mikołaja Brody 12



